Pierwsze dziecko wszystko zmienia

TAGI: związek
rodzicielstwo
Pierwsze dzicko to zmiany
Nie chcę pisaćo motywacjach posiadania dzieci, chociaż są bardzo istotne w czasach świadomego planowania rodziny. Skupię się raczej na zależności dzieci – relacja partnerska.
 

Dzieci to cudowna przygoda
Nadają naszemu życiu inny wymiar, spajają rodzinę, są wyzwaniem i oparciem, są owocami miłości. To jasna strona ich istnienia... Myśląc jednak o wpływie dzieci na związek i parafrazując tytuł pewnej książki „Pierwsze dziecko wszystko zmienia” narodziny dziecka są... typową sytuacją kryzysową, którą większość par rozwiązuje z lepszym lub gorszym skutkiem. Na szczęście w wielu przypadkach dziecko otwiera serca i rozwija empatię obojga rodziców, co ich wewnętrznie wzbogaca i pogłębia relację. Stwarza wiele całkiem nowych sytuacji i uruchamia schematy wyniesione z rodziny. Jeśli stają się one treningiem dobrej komunikacji i lepszej wiedzy o sobie, to dobrze. Przyjrzyjmy się jednak dokładniej trzem podstawowym wymiarom, które zmieniają się tak radykalnie, że mogą zachwiać nawet bardzo stabilnymi relacjami. 
 

Jak wychować naszego skarba?
Pomysły na wychowanie mogą się wydawać czymś dość odległym w momencie, kiedy się trzyma na rękach swojego nowonarodzonego dzidziusia, ale pierwsze sygnały różnic koncepcyjnych pojawiają się już w pierwszych miesiącach np.: Jaka temperatura ma być w sypialni? Hartujemy, czy cieplarnia? Jak długo karmić piersią? Przecież ojciec ma chyba też coś do powiedzenia! A co z teściową? Czy ona wie lepiej, co ukoi płacz dziecka? Czy nasze dziecko ma spać w oddzielnym łóżeczku? A może zacząć już przyzwyczajać niemowlę do języków obcych? Jaka muzyka stymuluje obie półkule mózgowe? A może żłobek? Czy klapsy są skuteczną i niezbędną metodą wychowawczą? Czy matka, której czasami puszczają nerwy nie wywiązuje się ze swojego zadania? Itd., itd...
Każde z tych pytań jest wyzwaniem i wymaga dużo umiejętności komunikacyjnych i negocjacyjnych ze strony wymęczonych i niewyspanych rodziców. To jedynie próbka przed fazą „koziołka”, kiedy dziecko zacznie walczyć o swoją niezależność i pierwszymi zderzeniami z edukacją, grupą rówieśniczą, babciami i dziadkami oraz ogólnie pojętą presją otoczenia.
Wyzwanie polega na wypracowaniu wspólnej koncepcji i wspieraniu się w chwilach zwątpienia...
 

dziecko
Posiadanie dzici to też wielka radość
I kto tu rządzi?
Ten, kto ma pieniądze i czas wolny, ten ma władzę. We współczesnych związkach, w których obydwie strony pracują zawodowo i nieustannie się dokształcają, pojawienie się dziecka wymaga całkiem nowych rozwiązań. To ważne, żeby od czasu do czasu wracać do warunków określonych w „umowie” i być plastycznym na zmiany. Kobieta, która planowała tylko urlop macierzyński i chciała wrócić do pracy może przecież w przypływie macierzyńskiej troski zmienić zdanie (i odwrotnie!), mężczyzna, który wziął na siebie odpowiedzialność za utrzymanie rodziny może zatęsknić za dzieckiem i/lub poczuć się wypalony w pracy – wtedy z radością przyjmie propozycję partnerki dotyczącą zmian w podziale obowiązków, zawodowych również.
Bardzo ważną sprawą jest ustalenie kwestii korzystania z pieniędzy- z pewnością nie można w przypływie dobrej woli i zaufania dopuścić do tego, że jedna strona ma do nich dostęp i je rozdziela, a druga tłumaczy się i prosi! Zdarza się niestety, że wcześniej aktywna zawodowo kobieta wychowująca już trzeci rok pierwsze i drugie dziecko musi się tłumaczyć mężowi, dlaczego kupiła sobie szminkę (brrr!). I nie chodzi tu o nieodpowiedzialne wydawanie pieniędzy - bo o to warto się czasem pokłócić, ale o ...władzę właśnie. I znowu nie zawsze najlepszym dla danej pary rozwiązaniem w danej chwili jest partnerstwo - ważne, żeby obie strony były zadowolone i żeby nie było to ustalenie „na wieczność”.
 To, co się zmienia, to również sposoby spędzania wolnego czasu, który się kurczy i jest tym bardziej cenny. Dzielić go sprawiedliwie nie zawsze oznacza po równo – sprawdzają się umowy czasowe np. ja będę więcej zajmować się dzieckiem w ciągu roku, ale jesienią zrobię kurs zawodowy, a latem pojadę sama z koleżankami na wymarzony urlop. Grunt, żeby również w tej kwestii żadna strona nie czuła się pokrzywdzona...
 

Co się stało z seksem?
Seks to kolejna trudna sprawa. O więź, bliskość i akceptację trzeba zadbać już w okresie ciąży (dotyczy to w równym stopniu obu stron). Jeśli kobieta nie unika zbliżeń i wspólnie z partnerem rozwija ars amandi w tym czasie, to pojawienie się dziecka może być pozytywną rewolucją. Dziecko jako wymierny i zarazem „kosmiczny” rezultat miłosnych spotkań nadaje im inny wymiar. Bywa startem w seks dojrzalszy oparty na pełnej akceptacji, nastawieniu na wymianę rozkoszy i czułości.
Koncentrowanie się na wyglądzie i „grzech zaniedbania”, polegający na spychaniu tej sfery na dalszy plan i odkładaniu jej na później, prowadzą z kolei do problemów i obustronnego poczucia odtrącenia. Przy silnym zaabsorbowaniu dzieckiem i natłoku obowiązków łatwo o utrwalenie tych negatywnych zmian i obumieranie więzi seksualnej. Przyjmując perspektywę tzw. dobra związku, zagospodarowanie wspólnie spędzanego czasu na przytulanie na golasa w jednym łóżku jest stokroć ważniejsze niż obiad u rodziców, czy sobotnie zakupy... I nie ma co odkładać na później - W

TAGI: związek