Trudne związki

trudne związki
W każdym związku przychodzą trudne chwile

Chory optymizm
Skoro zaczęłaś od tego akapitu pewnie myślisz o tym, że Twój związek też jest trochę trudny. I pewnie tak jest, ponieważ jeśli jesteś z kimś już jakiś czas, to jasne, że prócz korzyści czasami dopadają Was wątpliwości i poczucie bezsensu. Przede wszystkim, trzeba na początek przyjąć fakt (w ujęciu statystycznym), że wraz z długością trwania naszej miłości spada poczucie satysfakcji z uczuciowej relacji. Takie obniżenie poczucia spełnienia odnotowuje się już w pierwszym roku, a następnie w pierwszym dziesięcioleciu trwania związku. Wypaleniu miłości w całkiem udanych związkach sprzyja również tendencja do uznawania tego, co budujące i pozytywne za naturalne i zwyczajne (stereotyp idylli jako normy). Wspominanie minionych cudownych chwil z fazy zakochania może dodatkowo pogrążać partnerów, zwłaszcza że obrazy z przeszłości są z reguły idealizowane, więc chwile obecne wypadają smętnie i blado. Każdy związek, w którym dwie osoby starają się wspólnie układać życie bywa trudny. I nie mam na myśli skrajnych przypadków z agresją fizyczną, uzależnieniami i poniżaniem w tle. Przywołując powiedzenie, że „pozory mylą” przyjrzyjmy się ich przeciwieństwom ... czyli typowym trudnym związkom.

Pułapka milczącego kompromisu
Idylla w związku na dłużą metę jest niebezpieczna. Uciekanie przed problemami i tworzenie związku pozornie bezkonfliktowego daje nam oczywiście miłe wrażenie „świętego spokoju” oraz umacnia nas w przeświadczeniu o sile naszego uczucia i porozumieniu bez granic. To takie nieco WYMUSZONE  I NIEAUTENTYCZNE dostosowywanie wspólnego życia do własnych wyobrażeń. Która z nas nie ma wpojonej absurdalnej wizji idealnego związku, w którym partnerzy są nieustająco zrelaksowani, uśmiechnięci i pełni czułości? Zjawisko to dotyczy częściej kobiet niż mężczyzn, które są uczone przede wszystkim tego, żeby były miłe i grzeczne (i że trzeba tak zawsze), a nie tego, żeby wyrażały swoje emocje wprost. W rzeczywistości brak kłótni bywa prostą drogą do rozstania - to wspólne budowanie muru ze spraw, o których nie można rozmawiać. „Spolegliwy” partner może wcale nie być taki, jaki się wydaje, tylko tłumi złość, zamyka się w sobie i stopniowo emigruje wewnętrznie. Jeśli funkcjonujesz w takim związku to oznacza, że oboje kierujecie się zasadą unikania przykrości. Obawiacie się opowiadać o tym, co Wam przeszkadza i zamiast dążyć do porozumienia unikacie trudnych i nieprzyjemnych rozmów. Nie ma to sensu, ponieważ odwlekanie konfrontacji powoduje tylko narastanie negatywnych emocji (żalu i urazy, niechęci i złości), a w efekcie niemożność znalezienia kompromisu.

Balon pęka!
W związkach, w których partnerzy unikają rozwiązywania konfliktów, do rozmowy dochodzi zazwyczaj zbyt późno, wtedy kiedy wściekłość i pretensje nie mogą być już dłużej powstrzymywane. Balon tłumionych emocji pęka, a problemy pozostają te same i w raz z biegiem miesięcy (a nierzadko lat) niebezpiecznie się rozrastają. Partnerzy w takim związku wahają się między unikaniem tematu w imię spokoju, a gwałtownymi wybuchami, kiedy wzajemna irytacja osiąga apogeum. W dodatku często dzieje się tak, że gdy jedno z partnerów zbiera się na odwagę, żeby powiedzieć wprost o swoich odczuciach, rozmowa zamienia się w swoistą licytację, ponieważ druga strona, zamiast wysłuchać, też wylewa swoje żale i listę krzywd. I znów zamiast porozumienia napięcie rośnie. Mimo, że różnice zdań i kłótnie są zazwyczaj nieprzyjemne i w ekstremalnych sytuacjach mogą zakończyć się rozstaniem, to jednak pozwalają rozwikłać problemy i usunąć źródła nieporozumienia. Są niezbędne dla rozwoju związku, ponieważ stanowią swoistą diagnozę potencjalnych zagrożeń oraz różnic w postrzeganiu świata i potrzebach partnerów. Warto o nich myśleć, analizować, pertraktować i zmieniać swoje postępowanie.

smutek
Nieraz ogarnia nas smutek
Nuda, nuda, nuda...
Najbardziej podstępnym zabójcą miłości w związku jest monotonia. Pod płaszczykiem uporządkowanego, cudownie spokojnego życia łatwo przeoczyć alarmujące sygnały potrzeby zmiany - a przecież każdy się jakoś rozwija i zmienia. Żadna z nas nie będzie wieczną traperką albo matką małych bobasów, zafascynowaną sukcesami męża żoną lub niedostępną famme fatale – tak może być dobrze, ale tylko przez pewien czas. Życie płynie....Nudzie w pełni rozkwitu towarzyszy zazwyczaj irytacja i podminowanie, rozdrażnienie, małostkowość i złośliwa przekora strony, która jako pierwsza czuje potrzebę zmiany. Nic dziwnego, że mnożą się konflikty „nie wiadomo o co” – partnerzy nie do końca świadomie obwiniają się za złe samopoczucie w związku nie biorąc odpowiedzialności za jałowość tego, co sami wnoszą do związku. Jedno jest pewne, żeby się nie nudzić trzeba zadbać o to, by być interesującą samą dla siebie, a potem próbować zarażać partnera potrzebą zmiany.

Miłość aż do przesady?
Kolejnym rodzajem trudnego związku jest tzw. fuzja. Wygląda wspaniale - to układ „papużek nierozłączek”, w którym wszystko robimy razem wkładając w to całe nasze jestestwo. Jest pięknie - rozumiemy się jak nikt inny, mamy wspólne pasje, upodobania, sprawiedliwy podział obowiązków, uwielbiamy wspólne wakacje, razem opiekujemy się dziećmi i mamy tych samych znajomych. Nie potrzebujemy nikogo innego do szczęścia. Do czasu. Fuzja polega na zlepieniu osobowości, które już prostą drogą prowadzi do poczucia utraty własnej tożsamości i duszenia się w ciasnej klatce tego wspaniałego związku. Takie właśnie pozornie nierozerwalne, symbiotyczne związki mogą się gwałtownie skończyć - po prostu jedno z dwojga ucieka ...na wolność. 

Monolit   
Nie każdy ucieka....ponieważ będąc z drugą osobą przez długi czas i tworząc wspólną historię budujemy monolit, którego nie potrafimy zburzyć. Automatycznie włączamy związek we własną tożsamość i mimo napięcia i nierozwiązanych konfliktów nie wyobrażamy sobie życia bez tej „drugiej połowy”. Pokusa zdrady też staje się mniejsza, gdyż rzeczywistość poza związkiem jest zbyt zagrażająca i obca w porównaniu z tym, czym żyjemy od lat. Trwamy jak monolit w pustym związku. To spokój, a raczej zobojętnienie wynikające z całkowitego wypalenia się miłości.