Gdy punkt G to za mało

Rózne drogi do celu
Do celu prowadzą różne drogi

Mityczny Punkt G! Jest czy też nie ma go, nie ma to znaczenia w tej chwili. Nie ma znaczenia, ponieważ może się tak zdarzyć, że kobieta nie reaguje na pobudzanie punktu G! Jednak zachowajcie spokój - nic straconego!

Co w takim razie zrobić?
Zdecydowana większość kobiet szczytuje dopiero dzięki stymulacji łechtaczki i osiąga w ten sposób satysfakcjonujący orgazm (lub nawet kilka). Nic nie stoi na przeszkodzie, aby próbować stymulacji punktu G i łechtaczki jednocześnie - skutki tych działań mogą być naprawdę niezapomniane! W szczególności dla  kobiety, która z pewnością może być zachwycona "podwójnym orgazmem".

Wiek a punkt G
Może też być to kwestią wieku. Można powiedzieć, że łechtaczka jest bardziej efektywna dla młodszych, zaś punkt G dla starszych Pań. Według pewnych teorii kobiety poniżej trzydziestego roku życia preferują orgazm łechtaczkowy, ponieważ ich poziom estrogenu jest stosunkowo wysoki, tym samym grubość wyściółki pochwy jest wtedy duża, co utrudnia bezpośrednią stymulację punktu G. Natomiast kobiety powyżej 30 lat mają niższy poziom estrogenu, więc wyściółka staje się cieńsza, a punkt G jest łatwiej dostępny. Tym samym wiele kobiet może zacząć odczuwać dużo bardziej intensywny orgazm w wieku około 35 lat (Jakie są wasze doświadczenia w tej materii Drogie Panie?). Z drugiej strony, wraz z wiekiem postępują zmiany naczyniowe, które mogą odpowiadać za gorsze ukrwienie łechtaczki i pochwy, a przez to zmniejszać doznania. Nie ma zatem prawdy uniwersalnej. Co więcej, nowsze badania wskazują na ścisłe połączenie strukturalne łechtaczki (a konkretnie jej części "schowanej", przebiegającej wzdłuż ściany pochwy) i punktu G. Możliwe jest zatem, że pobudzanie łechtaczki i punktu G jest tym samym, tylko w różnych miejscach.

Punkt G nie jest najważniejszy!
W każdym razie bez względu na to czy kobieta jest szczęśliwą posiadaczką czułego punktu G, czy też dopiero odkrywa tę sferę swojej seksualności, warto pamiętać, że grunt to cieszyć się swoją fizycznością, bliskością z partnerem i wzajemnie dawaną sobie rozkoszą bez względu na sposób stymulowania. Całkiem możliwe, że w miłosnym uniesieniu uda się odkryć punkt G (albo swój własny, prywatny i jedynie Wam znany „punkt G”) poniekąd przez, jakże miły... przypadek! Swoją drogą, czy Panowie także mają punkt G? Na ten temat trwają dyskusje. Jeśli jednak szukać odpowiednika kobiecego punktu G pod względem doznań płynących ze stymulacji tego miejsca, to można powiedzieć, że męski punkt G to gruczoł krokowy (prostata) - jego pobudzenie wymaga stymulacji krocza pomiędzy odbytem a moszną (możliwe od strony zewnętrznej lub drogą analną). Macie jakieś doznania w tej kwestii? ;)